MODA

„Nigdy nie będę się nudził” wywiad z Adamem Sztabą do Fashion Magazine

31.07.2020 Mateusz Szymkowiak

„Nigdy nie będę się nudził” wywiad z Adamem Sztabą do Fashion Magazine

Mężczyzna spełniony, pewny swojej wartości. Artysta, muzyk,
mąż i ojciec. Ciekawy świata, nowych miejsc i ludzi. Zawsze gotów
na ciekawe projekty. I zawsze z nienaganną fryzurą. Adam Sztaba!

Rozmawia: Mateusz Szymkowiak
Zdjęcia: Dawid Klepadło

Kompozytor, dyrygent, producent muzyczny, gwiazdor. Czy ty czasem się nudzisz? 

Kiedy skończyłem 15. rok życia, uświadomiłem sobie, że już nigdy nie będę się nudził. Właśnie wtedy zacząłem pierwsze poważniejsze próby kompozytorskie, swoje pomysły wprowadzałem do 8-bitowego komputera, zgłębiałem dzięki książkom tajniki orkiestry. Zrozumiałem, że mam fantastyczne zajęcie na zawsze. Bo przecież w muzyce zawsze jest coś do napisania, zaaranżowania, nagrania. 

Ale poza pracą jest też życie. 

I całe szczęście, że jest. I w nim także zawsze jest coś do zrobienia, przeczytania, obejrzenia, spotkania się. Jak pojawia się chwila, to zwykle sięgam do klasyki, do tego, co mnie ukształtowało i zbudowało naszą tradycję. W czasie pandemii wróciłem do „Mistrza i Małgorzaty”. Ciekawe, że te same książki i filmy odbieramy inaczej w różnych momentach życia. Podobnie mam z filmami Tarantino. Uwielbiam twórców, którzy wyłamują się łatwym klasyfikacjom. Ale nie takich, którzy szukają na siłę afer, ale takich, którzy balansują pomiędzy estetykami. 

Ty jesteś takim twórcą?

Ostatnio jeden z muzyków powiedział mi, że lubi moment, kiedy na pulpicie stawia moje nuty, bo wie, że zdarzy się jakiś ferment. Lubię wychodzić ze strefy komfortu i tego samego oczekuję od innych. W muzyce najbardziej nie lubię letniości, zarówno jako twórca, jak i słuchacz. Owszem, czasami trzeba napisać coś mniej wyrazistego z uwagi na założenia spektaklu, programu telewizyjnego, ale to nie zwalania z tego, że muzyka musi mieć mój charakter. Często mówię młodym ludziom zaczynającym przygodę z pisaniem, żeby szukali siebie, dokopywali się i nie starali się być tacy, jak inni. Do tego często potrzeba wielu lat. 

Masz świadomość tego, że jesteś dobry w tym, co robisz,
czy skromność nie pozwoli ci przytaknąć? 

Mam poczucie własnej wartości. Zadbali o to moi rodzice. Do dziś kibicują mi we wszystkim, są w tym całym sobą. W młodości słuchali Niemena, Grechuty, ale było też Deep Purple i Led Zeppelin, co mnie ukształtowało. Jako małe dziecko brałem do ręki wszystko, co wydawało dźwięki, więc rodzice nie mieli wątpliwości, że powinienem iść do szkoły muzycznej. To oni zaszczepili we mnie miłość do muzyki i uświadomili, że mam dar, którego nie mogę zmarnować. Do dzisiaj jestem im za to bardzo wdzięczny.

Często wracasz do rodzinnego Koszalina? Jesteś sentymentalny?

Lubię wspominać i odwiedzać miejsca, w których wydarzyło się dla mnie coś ważnego. Mam sentyment do dzieciństwa, do młodości, do Koszalina. Podobno starość zaczyna się wtedy, gdy częściej zaczynamy wspominać, niż planować. Mnie to jeszcze długo nie grozi.

W dzieciństwie byłeś królem koszalińskiego podwórka czy raczej chłopcem bez skazy? 

Wychowałem się na osiedlu, miałem skłonności do łobuzerki, lubiłem przewodzić, grałem w kapsle, biegałem po drzewach. Kontakt z rówieśnikami był dla mnie najważniejszy. Pani od fortepianu, widząc moje odciski na rękach od zabaw podwórkowych, stwierdziła, że muszę się zdecydować. Ale w tym wieku dzieci rzadko rozumieją Bacha czy Beethovena. Dziś za to słucham niemal wyłącznie muzyki poważnej. Swoją drogą, w szkołach muzycznych nadal brakuje radości i zachęcania do czerpania przyjemności z muzykowania, a dominuje stres, który oddala nas od sensu muzyki.

Cały wywiad znajdziesz w letnim wydaniu Fashion Magazine (02/2020):